Najkrótsza możliwa odpowiedź
Jeśli w mailu z Search Console widzisz nagłówek „Najważniejsze problemy niekrytyczne”, to znaczy dokładnie tyle: Google zobaczył kod na Twojej stronie, zrozumiał go i podpowiada, co jeszcze mógłbyś dodać. Nic się nie zepsuło.
Google pisze to zresztą w tym samym mailu, tylko drobnym drukiem pod listą:
„Problemy niekrytyczne to sugestie dotyczące ulepszeń w przypadku problemów, które nie uniemożliwiają wyświetlania strony ani funkcji w Google.”
Sprawdziliśmy w dokumentacji Google wszystkie sześć pól, które pojawiają się w tych mailach najczęściej. Żadne nie jest wymagane. Wszystkie mają status „Recommended”, czyli zalecane. Wymagane są tylko cztery: nazwa produktu, zdjęcie, oferta oraz cena wraz z walutą.
Jest jednak coś ważniejszego niż lista pól, i o tym jest ten tekst. To, czy w ogóle dostajesz takie maile, zależy głównie od jednej decyzji technicznej: gdzie stoi Twój koszyk. Nie od jakości strony, nie od wielkości firmy, nie od tego, czy ktoś zadbał o SEO. Poniżej pokazujemy to na kodzie dwóch wdrożeń.
Trzy maile, które przychodzą najczęściej
Nazwy w polskiej wersji Search Console brzmią jak nazwy usterek. To są nazwy raportów, nie awarii.
| Tytuł maila | Czego dotyczy | Klasa |
|---|---|---|
| Nowe problemy (Opisy produktów, uporządkowane dane) | podstawowe dane produktu: cena, dostępność, oceny | zwykle niekrytyczna |
| Nowe problemy (Informacje o sprzedawcy, uporządkowane dane) | dane handlowe: wysyłka, zwroty, identyfikator towaru | zwykle niekrytyczna |
| Nowe przyczyny uniemożliwiają indeksowanie stron | które adresy nie trafiły do wyszukiwarki i dlaczego | inna klasa, patrz niżej |
Dwa pierwsze to rodzeństwo. Dotyczą tego samego kodu, tylko Google ocenia go pod kątem dwóch sposobów wyświetlania wyniku. „Opisy produktów” to krótki wynik z ceną. „Informacje o sprzedawcy” to bogatszy wynik zakupowy, przeznaczony dla stron, na których da się kupić bezpośrednio. I to zdanie z dokumentacji Google jest kluczem do całego tekstu:
„Only pages where a shopper can purchase a product are eligible for merchant listing experiences, not pages with links to other sites that sell the product.”
Zapamiętaj drugą część. Wrócimy do niej za chwilę.
Gdzie stoi Twój koszyk, czyli dlaczego dwie podobne firmy dostają zupełnie różne maile
Wyobraź sobie dwie osoby sprzedające w internecie kurs online za tę samą cenę, z podobnym ruchem i podobną stroną. Jedna dostaje od Google serię maili o brakujących danych sprzedawcy. Druga nie dostaje ich nigdy. Różnica nie leży w jakości strony. Leży w tym, gdzie odbywa się transakcja.
Sprawdziliśmy to na kodzie dwóch realnych wdrożeń, tego samego dnia, we wrześniu 2026.
Wariant pierwszy: sklep na WooCommerce, transakcja na własnej domenie
Strona na WordPressie z WooCommerce, dwa produkty cyfrowe, bez żadnej wtyczki SEO. Nie było tam Yoasta, Rank Matha ani SEOPressa. Nikt nigdy nie włączał danych strukturalnych. Mimo to w kodzie każdej strony produktu siedziało to:
{
"@type": "Product",
"offers": {
"@type": "Offer",
"@id": "...",
"price": "...",
"priceCurrency": "PLN",
"availability": "...",
"priceValidUntil": "..."
}
}
Pięć pól w ofercie i nic więcej. To WooCommerce publikuje sam, z pudełka.
Wystarczy, że w kodzie jest Offer, żeby Google uznał stronę za ofertę handlową i zaczął odpytywać ją tak, jak odpytuje duży sklep wysyłkowy: gdzie polityka zwrotów, jakie koszty wysyłki, jaki kod producenta. Nikt tej rozmowy nie zaczął świadomie. Zaczęła się w momencie instalacji WooCommerce.
Wariant drugi: koszyk zewnętrzny, transakcja poza Twoją domeną
Druga strona, także WordPress, ale sprzedaż idzie przez zewnętrzny koszyk. Przycisk „Kup” prowadzi na adres w domenie dostawcy koszyka, tam dzieje się płatność i dostarczenie produktu. W Polsce to model spopularyzowany przez EasyCart, ale ta sama mechanika dotyczy Gumroad, linków płatności Stripe czy zewnętrznej platformy kursowej.
Co jest w kodzie takiej strony? Sprawdziliśmy: Organization, LocalBusiness, WebSite, dane kontaktowe. Ani jednego Product. Ani jednego Offer.
Efekt w Search Console jest dokładnie taki, jakiego można się spodziewać po zacytowanym wyżej zdaniu z dokumentacji: żadnych maili o danych sprzedawcy. Nie dlatego, że ta strona jest lepiej zrobiona, tylko dlatego, że z punktu widzenia Google nie jest miejscem sprzedaży, a stroną, która linkuje do miejsca sprzedaży.
Co z tego wynika dla Ciebie
| koszyk na własnej domenie (WooCommerce) | koszyk zewnętrzny (EasyCart i podobne) | |
|---|---|---|
| Dane produktu w kodzie | powstają same, bez Twojej decyzji | nie powstają |
| Maile o „informacjach o sprzedawcy” | przychodzą, zwykle seriami | nie przychodzą |
| Szansa na cenę w wyniku wyszukiwania | jest | nie ma |
| Kto kontroluje wygląd kasy | Ty | dostawca koszyka |
| Praca przy danych strukturalnych | realna, do świadomej decyzji | zerowa |
Trzy wnioski, których nie znajdziesz w innych poradnikach:
- Te maile nie są oceną jakości Twojej strony. Są konsekwencją architektury sprzedaży. Cisza w Search Console nie znaczy, że masz lepszą stronę, tylko że transakcja dzieje się poza Twoją domeną.
- Nie wybiera się silnika sprzedaży pod komunikaty Google. To byłby ogon machający psem. Wybiera się go pod produkt, obsługę i to, kto ma utrzymywać system. Ten wybór rozpisaliśmy osobno w poradniku o sprzedaży kursów online na WordPressie albo w SaaS. Ale warto wiedzieć, co dostajesz w pakiecie.
- Jeśli sprzedajesz przez koszyk zewnętrzny, nie dopisuj danych produktu do strony sprzedażowej, żeby wyglądała w Google jak sklep. To najczęstszy odwrotny błąd i wracamy do niego w osobnej sekcji.
Sześć pól z maila i co z każdym zrobić
Ta część dotyczy Cię, jeśli jesteś w wariancie pierwszym, czyli sprzedajesz na własnej domenie. Każde z tych pól należy do jednej z trzech kategorii, a nie do jednej listy „do naprawy”.
| Pole z maila | Co to znaczy po ludzku | Status u Google | Decyzja |
|---|---|---|---|
shippingDetails | koszty i czas wysyłki | Recommended | uzupełnij, jeśli wysyłasz towar. Zignoruj, jeśli sprzedajesz treści cyfrowe |
hasMerchantReturnPolicy | zasady zwrotu produktu | Recommended | uzupełnij w sklepie z towarem. Przy treściach cyfrowych sprawdź najpierw własny regulamin |
identyfikator globalny (gtin, mpn, brand) | kod kreskowy, numer katalogowy producenta albo marka | Recommended | uzupełnij, jeśli odsprzedajesz cudzy towar. Przy produkcie autorskim taki kod nie istnieje |
validFrom | od kiedy obowiązuje ta cena | Recommended | drobiazg, uzupełnia się sam przy poprawnej konfiguracji wtyczki |
review | pojedyncza opinia o produkcie | Recommended | dodaj tylko wtedy, gdy realnie masz opinie |
aggregateRating | średnia ocena z wielu opinii | Recommended | jak wyżej, i tu jest największa pułapka |
Kategoria pierwsza: uzupełnij, bo to Twoje realne dane
Prowadzisz sklep, wysyłasz paczki, masz regulamin zwrotów. Te informacje i tak podajesz klientowi. Dodanie ich do danych strukturalnych oznacza, że mogą pokazać się w wyniku wyszukiwania jeszcze przed wejściem na stronę. To ma sens biznesowy niezależnie od tego, czy Google o to prosi.
Google podpowiada przy tym rzecz, którą łatwo przeoczyć:
„We recommend you provide a global return policy for your business under
Organizationmarkup instead.”
Czyli politykę zwrotów lepiej opisać raz, na poziomie firmy, niż powielać przy każdym produkcie. Przy okazji warto sprawdzić, czy sama procedura zwrotu w sklepie spełnia obecne wymogi, bo od 2026 roku w Unii obowiązuje w tym zakresie osobna dyrektywa, na dzień 2 września 2026 w Polsce jeszcze bez ustawy wdrażającej: pisaliśmy o tym w tekście o obowiązkowym przycisku zwrotu w WooCommerce.
Kategoria druga: zignoruj świadomie, bo to nie dotyczy Twojego biznesu
Sprzedajesz kurs, e-booka, szablon, konsultację. Nic nie wysyłasz. Pole shippingDetails nie ma czego opisać. Nie ma „poprawnej” wartości do wpisania, bo wysyłka nie istnieje.
Podobnie z kodem GTIN. To kod nadawany przez organizację GS1 producentom towarów. Twój autorski kurs go nie ma, nie może mieć i nigdy nie będzie miał. Google prosi o coś, co w Twoim modelu biznesowym nie występuje.
Search Console będzie o tym przypominać. To normalne. Jeśli chcesz, żeby strona produktu realnie lepiej sprzedawała, dźwignie są gdzie indziej i zebraliśmy je w tekście o elementach strony produktu w WooCommerce.
Kategoria trzecia: pola, których nie wolno wypełnić na siłę
Pułapka aggregateRating, czyli najgorsza porada w polskim internecie
Prawie każdy poradnik na zapytanie o brakujące pole oceny mówi to samo: „dodaj aggregateRating, wtyczka to zrobi”. Przy sklepie ze setką opinii to sensowna rada. Przy stronie, która ma zero opinii, jedynym sposobem jej wykonania jest wpisanie oceny, której nikt nie wystawił.
Dokumentacja Google jest jednoznaczna:
„Don’t aggregate reviews or ratings from other websites.”
i zakazuje wprost „fake or undisclosed incentivized reviews on your page or in your structured data markup”. Oceny mają pochodzić bezpośrednio od użytkowników. Osobno Google odbiera prawo do gwiazdek stronom, na których firma sama recenzuje samą siebie:
„If the entity that’s being reviewed controls the reviews about itself, their pages that use
LocalBusinessor any other type ofOrganizationstructured data are ineligible for star review feature.”
Zwróć uwagę na absurd tej sekwencji. Google przysyła mail, że brakuje ocen. Poradnik radzi je dodać. Wykonanie tej rady bez posiadania opinii łamie wytyczne tego samego Google.
Prawidłowa reakcja na brak pola review jest taka: zdobądź prawdziwe opinie albo zostaw puste. Trzecia droga nie istnieje.
Jeśli chcesz je realnie zbierać, warto najpierw poznać zasady, bo część popularnych metod (na przykład wyświetlanie prośby o opinię tylko zadowolonym klientom) narusza wytyczne. Opisaliśmy to w tekście o ocenach i review gatingu.
Przypomnijmy regułę z początku: dane produktu wymagają jednego z trzech pól, review albo aggregateRating albo offers. Jeśli masz cenę, warunek jest już spełniony. Google sam to opisuje:
„the product snippets section of the Rich Results Test may report a warning if you provide
offerswithoutrevieworaggregateRatingproperties”
i dodaje, że „this isn’t necessary to be eligible for rich results”.
Odwrotny błąd: dane produktu na stronie, która niczego nie sprzedaje
Ta sekcja jest dla osób, które chcą być zbyt skuteczne, i dla wszystkich, którym ktoś, albo jakiś model AI, doradził „dodaj schema produktu, będziesz miał cenę w Google”.
Kuszące jest dopisanie danych produktu do zwykłej strony sprzedażowej, żeby w wyniku wyszukiwania pojawiła się cena. Zwłaszcza gdy sprzedajesz przez koszyk zewnętrzny i wiesz, że konkurencja z WooCommerce takie ceny pokazuje.
Nie rób tego. Google definiuje warunek wprost i cytowaliśmy go wyżej: wyniki zakupowe są dla stron, na których kupujący może dokonać zakupu, a nie dla stron linkujących do innych witryn sprzedających produkt. Strona z przyciskiem prowadzącym do kasy na cudzej domenie jest tym drugim przypadkiem.
Konsekwencje takiego „ulepszenia” są dokładnie odwrotne do zamierzonych:
- opisujesz w kodzie ofertę, której na tej stronie nie ma, czyli deklarujesz stan niezgodny ze stanem faktycznym,
- otwierasz sobie dokładnie ten strumień komunikatów, którego wcześniej nie miałeś, i teraz naprawdę masz braki do uzupełnienia,
- ryzykujesz rozjazd między ceną w kodzie a ceną w koszyku, bo dane w dwóch systemach trzeba synchronizować ręcznie.
Zasada, którą warto zapamiętać: dane strukturalne opisują to, co jest na stronie. Nie są narzędziem do wywalczenia lepszego wyglądu wyniku wbrew temu, jak strona faktycznie działa.
Cztery scenariusze, cztery różne odpowiedzi
Ten sam mail znaczy co innego w zależności od tego, co i jak sprzedajesz.
1. Sklep z towarem wysyłkowym na WooCommerce
Traktuj te komunikaty jako listę zadań. Wysyłka, zwroty i identyfikatory produktów to dane, które realnie posiadasz, a które mogą pojawić się w wyniku wyszukiwania i wpłynąć na decyzję kupującego. Uzupełnij je w konfiguracji wtyczki SEO. Jeśli sklep dopiero powstaje, warto poukładać to od razu: mamy o tym przewodnik o zakładaniu sklepu internetowego. Jeśli wysyłasz produkty do Google Merchant Center i masz tam ustawione wysyłkę oraz zwroty, znaczenie tych ostrzeżeń dodatkowo maleje.
2. Sklep z produktami cyfrowymi na WooCommerce
Uzupełnij to, co istnieje: cenę, walutę, dostępność, opis. Pola wysyłki i kodu kreskowego zostaw puste, bo nie mają desygnatu. Kwestię zwrotów rozstrzygnij najpierw w regulaminie, nie w danych strukturalnych: przy treściach cyfrowych dostarczanych natychmiast zasady odstąpienia od umowy bywają inne niż przy towarach. Wpisanie do kodu standardowej polityki czternastu dni, gdy regulamin mówi co innego, byłoby opisaniem stanu niezgodnego z prawdą.
3. Sprzedaż przez koszyk zewnętrzny
Prawdopodobnie nie dostajesz tych maili w ogóle i nie masz tu nic do zrobienia. Twoja praca przy danych strukturalnych dotyczy firmy i treści, nie produktów: dane organizacji, dane kontaktowe, autorstwo wpisów. Świadomie rezygnujesz z ceny w wyniku wyszukiwania w zamian za brak własnej infrastruktury sklepowej. To uczciwy handel wymienny, o ile wiesz, że go zawarłeś.
4. Wizytówka z jednym albo dwoma produktami
Najliczniejsza i najbardziej zdezorientowana grupa: konsultant, trener, twórca kursu, lektor. Strona jest przede wszystkim wizytówką, a sklep to dodatek na dwa produkty. Taka strona dostaje dokładnie te same komunikaty co duży sklep odzieżowy, bo Google nie rozpoznaje skali biznesu, tylko obecność oferty w kodzie.
Tu odpowiedź brzmi najczęściej: nie rób nic. Twoja energia zwróci się lepiej w podstawach widoczności, opisanych w tekstach o SEO dla małej firmy i o lokalnym SEO, bo to one realnie przynoszą zapytania. Sprawdź, czy zgłoszenia są niekrytyczne, zapisz sobie dlaczego, i wróć do pracy. Twoja strona nie ma problemu technicznego. Ma problem komunikacyjny z narzędziem, które zakłada, że każdy z ceną na stronie jest sklepem wysyłkowym.
Jak w trzydzieści sekund sprawdzić, czy to poważne
- Otwórz maila i znajdź nagłówek nad listą. „Najważniejsze problemy niekrytyczne” oznacza sugestie. „Błędy krytyczne” oznaczają, że dany typ wyniku faktycznie nie zadziała.
- Wejdź w Search Console i zobacz, ilu adresów to dotyczy. Cztery zgłoszenia na stronie z dwoma produktami to inna sytuacja niż cztery tysiące.
- Sprawdź, jakich adresów to dotyczy. Jeśli na liście są strony, które celowo wyłączyłeś albo których już nie ma, to nie usterka danych, tylko echo Twojej własnej decyzji.
- Jeśli chcesz zobaczyć, co Google faktycznie odczytał, wklej adres do testu wyników z elementami rozszerzonymi albo do walidatora Schema Markup Validator.
Dopiero gdy po tych czterech krokach zostaje realny błąd krytyczny na stronach, na których Ci zależy, jest o czym rozmawiać. Jeśli chcesz przejść przez stronę szerzej niż tylko przez ten raport, mamy audyt strony krok po kroku.
Co się zmieniło w 2026 roku, czyli dlaczego część rad w internecie jest już nieaktualna
Dane strukturalne to obszar, w którym Google regularnie wycofuje całe typy wyników. Jeśli ktoś, albo jakiś model AI, przygotował Ci listę „schema do wdrożenia”, sprawdź jej datę.
- FAQ zniknęło z wyników wyszukiwania. Najpierw, w 2023 roku, Google ograniczyło ten wynik do znanych witryn rządowych i medycznych, a w maju 2026 wycofało go całkowicie. Dokumentacja mówi wprost, że funkcja nie jest już pokazywana.
- HowTo zostało wycofane wcześniej, w 2023 roku, najpierw na urządzeniach mobilnych, potem na komputerach.
- W 2025 roku Google wygasiło kolejne typy, między innymi dane o kursach, ogłoszenia specjalne czy oferty pracy z widełkami.
Ważne: wycofanie wyniku nie znaczy, że musisz kasować kod. Google potwierdza, że nieużywane dane strukturalne nie szkodzą wyszukiwarce. Znaczy tylko tyle, że nie warto płacić za ich wdrażanie w nadziei na efekt, którego już nie ma.
A ten trzeci mail, o indeksowaniu?
Komunikat „Nowe przyczyny uniemożliwiają indeksowanie stron” jest z innej beczki. Najczęściej wymienia dwie przyczyny: „Nie znaleziono (404)” oraz „Strona wykluczona za pomocą tagu noindex”. W samym raporcie znajdziesz ich znacznie więcej, w tym najbardziej mylącą pozycję ze wszystkich, czyli „alternatywną stronę zawierającą prawidłowy tag strony kanonicznej”, która wbrew nazwie jest komunikatem o poprawnej konfiguracji.
Krótko: te stany bywają całkowicie poprawne. Koszyk, kasa i panel klienta w WooCommerce są celowo wyłączone z wyszukiwarki. Adres, który zwraca 404, bywa po prostu stroną, która została skasowana i miała zostać skasowana.
Problem zaczyna się wtedy, gdy na tej liście trafiają się adresy, na których Ci zależy. Rozpisaliśmy to w osobnym wpisie o 404, noindex i statusach kanonicznych, bo temat jest za duży na akapit. Jeśli dostałeś oba typy maili naraz, zacznij od tamtego: indeksowanie decyduje o tym, czy strona w ogóle jest w wyszukiwarce, a dane produktu tylko o tym, jak wygląda jej wynik.
Jak my z tym pracujemy
Dane strukturalne dodajemy zawsze i z góry, przez SEOPressa: dane o firmie, dane o produktach, wpisy blogowe. To standard projektu, nie usługa dokupowana później. Dlatego zgłoszenie z Search Console prawie nigdy nie oznacza u nas „trzeba wdrożyć schema”, tylko „klient pyta, czy coś się zepsuło”.
Kolejność mamy stałą. Najpierw sprawdzamy w Search Console konkret, którego dotyczy zgłoszenie, i rozstrzygamy, czy to w ogóle jest problem. Braki w elementach niekrytycznych to zwykle informacja, że Google zobaczył kod, i tyle. Potem sprawdzamy, jakich adresów dotyczy, i bardzo często okazuje się, że zgłoszone „błędy” to nasze celowe działanie, które zawęża Google do konkretnych podstron. Wtedy praca kończy się na tym etapie i nie ruszamy kodu. Dopiero gdy problem dotyczy prawdziwych stron, wchodzimy w ustawienia SEOPressa, poprawiamy je, czyścimy cache, klikamy sprawdzenie poprawek w Search Console, a walidatorem sprawdzamy, czy zmiana jest już w kodzie.
Sklepy budujemy na dwóch silnikach i to przesądza, czego klient w ogóle doświadczy. Przy WooCommerce dane produktu powstają same i komunikaty przychodzą. Przy koszyku zewnętrznym, jak EasyCart, transakcja dzieje się poza domeną klienta, więc tych komunikatów nie ma wcale. Mówimy o tym na etapie wyboru silnika, żeby nikt później nie tłumaczył sobie ciszy w Search Console jako dowodu lepszej strony, ani serii maili jako dowodu zaniedbania. Osobna decyzja dotyczy opinii: dla twórców cyfrowych rzadko budujemy cały system zbierania opinii o pojedynczym produkcie, bo to duża maszyneria przy dwóch produktach. Zwykle sugerujemy zbieranie opinii w inny sposób, a puste pola ocen zostają świadomie.
Kiedy nasze podejście nie jest dla Ciebie: jeśli szukasz kogoś, kto dołoży samą schemę jako osobną usługę, odradzamy. Mamy wdrożenia, w których dodanie danych strukturalnych razem z uporządkowaniem treści zbiegło się z poprawą rzędu 20% w wyświetleniach, ale nigdy nie były to przypadki odseparowane. Zmienialiśmy wtedy więcej rzeczy naraz, więc nie da się uczciwie przypisać tego wyniku samej schemie i nikomu tego nie obiecujemy.
Podsumowanie
- To, czy dostajesz te maile, zależy przede wszystkim od tego, gdzie odbywa się transakcja. Koszyk na własnej domenie znaczy komunikaty, koszyk zewnętrzny znaczy ciszę.
- Nagłówek „problemy niekrytyczne” oznacza sugestie, nie awarię. Google pisze to w tym samym mailu.
- Wszystkie sześć najczęściej zgłaszanych pól ma w dokumentacji Google status zalecanych, nie wymaganych.
- Dane produktu pojawiają się na stronie same, z WooCommerce, i to one uruchamiają całą korespondencję.
- Przy produktach cyfrowych część tych pól nie ma czego opisać, a uzupełnianie ich na siłę to wpisywanie nieprawdy.
- Ocen, których nikt nie wystawił, nie wolno dodawać. To wprost łamie wytyczne Google.
- Odwrotny błąd jest równie kosztowny: nie dopisuj danych produktu do strony, która niczego nie sprzedaje bezpośrednio.
Dostajesz takie maile i nie wiesz, czy coś z nimi zrobić?
Prześlij nam treść komunikatu. Sprawdzimy, czy dotyczy stron, na których Ci zależy, i powiemy wprost, czy jest tam cokolwiek do zrobienia. Bardzo często odpowiedź brzmi „nie” i to jest pełna odpowiedź, za którą nie musisz płacić.
Jeśli natomiast dopiero planujesz sprzedaż i zastanawiasz się nad wyborem między własnym sklepem a koszykiem zewnętrznym, napisz do nas. Ta decyzja ma więcej konsekwencji niż tylko wysokość prowizji.
FAQ
Czy te ostrzeżenia obniżają moją pozycję w Google?
Google nie potwierdza takiego związku, a my nie mamy danych, które by go pokazywały. Dane strukturalne decydują o sposobie wyświetlenia wyniku, czyli o tym, czy pojawi się przy nim cena albo gwiazdki. To co innego niż pozycja na liście.
Sprzedaję przez zewnętrzny koszyk i nie dostaję żadnych takich maili. Czy coś jest źle skonfigurowane?
Nie. To normalna konsekwencja tego, że transakcja odbywa się poza Twoją domeną, więc Google nie traktuje Twojej strony jako miejsca sprzedaży. Cisza w tym raporcie nie oznacza ani lepszej, ani gorszej strony.
Czy przejście na WooCommerce da mi cenę w wynikach wyszukiwania?
Może dać, bo produkt jest wtedy na Twojej domenie i dane powstają automatycznie. Ale to bardzo drogi sposób na jeden element wyglądu wyniku. Silnik sprzedaży wybiera się pod produkt, obsługę i to, kto będzie utrzymywał sklep, a nie pod wygląd wyniku w Google.
Zignorowałem mail. Czy Google przyśle kolejny?
Tak, przy kolejnym przeglądzie strony. Powiadomienia można wyłączyć w ustawieniach Search Console, ale lepiej nie wyłączać ich hurtem, bo tym samym kanałem przychodzą komunikaty o rzeczach naprawdę poważnych, na przykład o ręcznych działaniach wobec witryny.
Wtyczka oferuje automatyczne uzupełnienie wysyłki i zwrotów. Włączyć?
Tylko jeśli wpisze tam prawdę. Automat, który dopisze „wysyłka 14,99 zł” do e-booka, usuwa ostrzeżenie i wprowadza w błąd zarówno Google, jak i klienta. Ostrzeżenie jest mniejszym problemem niż nieprawdziwa informacja handlowa.
Kliknąłem „Sprawdź poprawkę” i dalej widzę problem. Dlaczego?
Weryfikacja trwa, zwykle od kilku dni do dwóch tygodni, i wymaga ponownego odwiedzenia stron przez Google. Zanim zaczniesz szukać winnego, sprawdź walidatorem, czy poprawka faktycznie jest w kodzie, i wyczyść cache strony.
Czy potrzebuję do tego wtyczki SEO?
Do samego pozbycia się ostrzeżeń niekoniecznie. Wtyczka SEO przydaje się z innych powodów i przy okazji daje wygodne miejsce do uzupełnienia tych pól. Instalowanie jej wyłącznie po to, żeby wyciszyć niekrytyczne zgłoszenie, to sporo pracy dla efektu, który Google i tak nazywa sugestią.
—
━━━━━━━
━━━ ━━━━ ━━
━━━━ ━━━ ━━━
━━ ━━━━ ━
━━━━ ━━━

Cześć, tu Daniel. Na co dzień w Webly Mate zamieniam techniczny chaos w poukładane biznesy na WordPressie. Tutaj dzielę się tym, co sprawdziłem w boju – o stronach, lejkach i automatyzacji. Mówiąc wprost: piszę o tym, jak sprawić, żeby technologia zarabiała na Ciebie, a nie odwrotnie.


